Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Wenezuela to piękny kraj!

most na Orinoko

 

Mój cel był jeden. Spędzić miło 3 tygodnie w Wenezueli. Nie miałem jakiegoś szczegółowego planu wyprawy. Nie wytyczyłem sobie przed wyjazdem trasy. Cała przyjemność w podróżowaniu polega właśnie na tym, że człowiek jest wolny w swoich wyborach i nie musi nigdzie jechać ani też nie ma obowiązkowych punktów do zobaczenia, nie musi się także spieszyć. Na bieżąco decyduje gdzie pojechać.

W Wenezueli jest bardzo dużo do zwiedzania. W miesiąc, a tym bardziej w 3 tyg. nie sposób zobaczyć wszystkiego. W zasadzie można zobaczyć tylko pół kraju. O prócz północy to można albo zachodnia część kraju albo wschodnią.

Wyjazd udał się znakomicie. Polecam Wenezuelę. 3 tygodnie to wcale nie jest dużo. Ja w zasadzie byłem gotów jechać gdziekolwiek. Tak na dobrą sprawę mój szkicowy plan zwiedzania dopiero ustalił się po przyjeździe do Wenezueli. Na pewno chciałem poleżeć sobie na plaży pod palmami i porządnie się wygrzać po mrozach w Polsce i popływać w ciepłej wodzie. Wenezuela to przecież spory kawałek Morza Karaibskiego.

Tak więc po 2 dniach w Caracas, gdzie wyspałem się po podróży i kupiłem bilet autobusowy pojechałem sobie na wschód kraju do Cumana. Spędziłem tam 5 dni. Miasto spokojne z zabytkami w stylu kolonialnym i z portem, z którego można popłynąć dalej. W okolicy jest jedna plaża, w zasadzie odwiedzana tylko przez miejscowych. Będąc w Cumana zrobiłem sobie wycieczkę promem do miejscowości Araya na niedalekim półwyspie o takiej samej nazwie, gdzie znajdują się ruiny imponującej XVII wiecznej twierdzy nad samym brzegiem morza. Twierdza miała chronić pobliską „przetwórnie soli”, obok znajduje się bardzo słone jezioro czy w zasadzie bagno. Tam również jest plaża i można sobie poleżeć. Kolejnego dnia wybrałem się busem do pobliskiego Parku Narodowego Mochima i do miejscowości o tej samej nazwie, skąd można wybrać się łodzią nad jedną z licznych plaż ukrytych pomiędzy skałami. Rejs łódką nie jest jednak tani ok 30 -40 zł. Łódka zawozi a potem przywozi o umówione godzinie amatorów opalania, pływania i nurkowania w przepięknej wodzie. Ponieważ trochę miałem niedosyt jeżeli chodzi o opalanie, bo Cumana dobra jest jako baza do zwiedzania okolicznych atrakcji, ale nie jako baza do plażowania – za daleko, to postanowiłem wybrać się na wyspę Margarita.

Margarita

 

Margarita to wyspa typowo turystyczna i główny cel wycieczek organizowanych przez biura turystyczne z całego świata. Praktycznie wszystkie wycieczki organizowane przez biura docierają do Margarity. Z tego powodu początkowo miałem zamiar ominąć ten turystyczny zakątek, ale ponieważ z Cumana, gdzie byłem, do Margarity było tylko 4 godz. promem, a sama wyspa jest dosyć ładna i ze wspaniałymi plażami, a do tego dość bezpieczna, to postanowiłem tam spędzić kilka dni. I faktycznie Playa el Agua (godzina jazdy busem z portu) jak nazywa się taka niby miejscowość z licznymi hotelami i ośrodkami typu all inclusive prawie nad samą plażą to dobra miejsce dla tego, kto chce spędzić czas na szerokiej plaży nie martwiąc się o nic. Na głównej ulicy sporo lokali gastronomicznych, barów, biur podróży, oraz trochę sklepów. Po dotarciu do tej miejscowości musiałem najpierw poszukać sobie noclegu. Wiedziałem, ze w tamtym czasie, poza sezonem w hotelach pustki więc nie spiesząc się obejrzałem kilka najbliższych hoteli i wybrałem hotel Miramar za 95 zł za dzień z pełnym wyżywieniem i piciem czyli typu all in cl. Ten hotel znajduje się w stałej ofercie Neckermana, więc sporo tam Niemców, Austriaków a także trafiają się tam Polacy razem z biurem podróży. W tym hoteli mogłem czuć się w miarę bezpiecznie i nieraz zostawiałem w pokoju paszport i pieniądze, kiedy chciałem popływać w morzu (jako samotna osoba na plaży tego nie mogłem zostawić). Poza tym nie musiałem martwić się o jedzenie i najadać i pić do woli (szczególnie miejscowe piwo Polar z misiem polarnym na butelce) Tak więc dla mnie pod pewnym względem było to dobre miejsce. Sama plaża szeroka, ładna z białym piaskiem z palmami. Na morzu fale. Plażę szpeci (według mnie) obecność licznych leżaków, parasolek, daszków i barów związanych z ośrodkami wczasowymi. Do tego sporo osób handlujących naszyjnikami bransoletkami i innymi duperelami na plaży. Niektórzy natrętni. Mój hotel tez miał swój bar z darmowym piciem dla swoich.

Na tej części plaży sporo turystów z Europy. Jak kto woli, ale ja podczas całego pobytu nigdy nie leżałem na leżaku ani pod parasolkami. Wolałem przejść się na koniec plaży, gdzie nie było już hoteli i można było sobie położyć pod palmą z dala od niemieckich emerytów. Tam również przychodzili opalać się miejscowi. Podczas pobytu na wyspie a przeciągnął się on do 7 dni prawie codziennie byłem na plaży. Najczęściej spacerowałem, robiłem zdjęcia a potem siadałem pod palmą. Jeżeli zostawiłem wszystko w hotelu to mogłem się wykapać w morzu. Pomimo wysokich fal, woda przed dłuży kawałek jest płytka -do kolan i do pasa.

Delta Orinoko

 

Ten czas na wyspie to pełen luz, relaks i odpoczynek, totalne lenistwo. Żadnych obowiązków i martwień. O to chodziło !!! Prawie, bo przeleżenie na plaży przez cały czas pobytu to trochę zmarnowanie wyjazdu. W Wenezueli tyle do zwiedzania oprócz wybrzeża. Generalnie po 5 dniach miałem już wracać na kontynent ale trzeciego dnia na plaży poznałem miejscowe piękności. W zasadzie to one pierwsze mnie zagadały. A było to na tym odcinku plaży z dala od leżaków i parasolek. Po prostu na prawie pustej plaży przysiadły się niedaleko mnie. Już miałem wracać do hotelu ale jak je zobaczyłem to już wiedziałem, co się kreci:). Pierwsze zagadały. Na głębsza rozmowę nie było szans, bo one znały angielski tak jak ja hiszpański, więc nieraz było wesoło. W każdym razie miło spędziłem czas na plaży w towarzystwie atrakcyjnych lasek. Umówiliśmy się też na następne dni. Dlatego tez mój pobyt na wyspie nieco się przedłużył. Z żalem trochę opuszczałem wyspę (z uwagi na te kobiety). Dalszy cel na stałym lądzie to Ciudad Bolivar, duże miasto nad rzeką Orinoko. Bardzo dobre miejsce dla tych co chcą zwiedzić Deltę Orinoco, Canaime z wodospadem Salto Angelo czy też południową część Wenezueli. Można tam bowiem wykupić w tamtejszych biurach podróże najtańsze wycieczki, tańsze niż z Caracas czy z Margarity. Zwiedzanie samodzielnie tych miejsc jest praktycznie niemożliwe a już na pewno dużo droższe, tak więc korzystanie z biur podróży w tym zakresie jest niezbędne. Samo miasto ładnie położone nad rzeka Orinoco z piękną zabytkową starówką na wzgórzu. Pierwsza wycieczkę, która wykupiłem to zwiedzanie Delty Orinoco – 3 dniowa. Najpierw zawieźli mnie samochodem do małego miasteczka, gdzie z przystani łodzią motorową kanałami płynie się prawie 1,5 godziny wgłąb delty, do miejsca, gdzie jest tzw. obóz zrobiony specjalnie dla turystów.

Tepui

 

Jest to kilka domków drewnianych bez drzwi krytych liśćmi palmowymi ale z normalnym kiblem i kanalizacją. Ulokowane jest to w totalnej dziczy z dala od cywilizacji nad brzegiem małego kanału. Dostać się tam można tylko łodzią, jak ktoś wie jak tam dopłynąć. Jest nawet prąd ale z przenośnego generatora. Spędzić noc w dżungli to niesamowite przeżycie. Przede wszystkim jest bardzo głośno: śpiew ptaków, glosy żab, świerszcze, cykady, odgłosy małp, pluskanie w wodzie, różne inne dźwięki niewiadomego pochodzenia, a niekiedy przypominające dźwięk wydawany przez różne urządzenia mechaniczne. Nad głową pomiędzy liśćmi palm wspaniale rozgwieżdżone czarne niebo. Miliony gwiazd nie tłumionych światłami cywilizacji. Pierwszego wieczoru próbuje zagadać moich opiekunów, to mieszkańcy pobliskich osad, dla których jest to praca. Mój skromny zasób słów hiszpańskich nie pozwala na głębszą dyskusję, ale i tak trochę sobie porozmawialiśmy. Bardzo życzliwi ludzie łagodni w usposobieniu, widać, że obcy im wielkomiejski pośpiech. Nie mają nawet zegarków, bo i po co?

Podczas pobytu w Delcie każdego dnia ktoś inny się mną zajmował. Pływaliśmy łodzią motorową kanałami, większymi, mniejszymi. Wokół dzika przygoda i zieleń. Widziałem, małpy, tukany, papugi, inne dziwne ptaki. W nocy wybraliśmy się łodzią w poszukiwaniu kajmanów przy okazji udało się zobaczyć jadowitego węża, któremu zrobiłem zdjęcie. Samo płyniecie w nocy wąskim kanałem w dżungli w słabym świetle latarki to przeżycie samo w sobie.

Kolejnego dnia płynąłem z indianinem - obdartusem czółnem wiosłowym tzw dłubanką. W programie było również spacer w gumowcach po dżungli oraz łowienie piranii. Co do piranii to jest ich tam pełno i złowić je można w zasadzie byle gdzie. W szerszym odcinku rzeki można było obserwować skaczące delfiny słodkowodne, 2 różne gatunki. Niesamowity widok!

Canaima

 

Tak więc wycieczka bardzo udana. Do tego jedzenie bardzo dobre. Można było się najeść. Na początku pewnym niepokojem napełniło mnie to, ze naczynia są myte w wodzie z rzeki – mętnej, ale skoro miejscowi tak robią i mają się dobrze to chyba nie jest źle. Zresztą nic mi nie dolegało. Poza tym to komarów było mało. Była to pora sucha. Po 3 dniach powrót do Ciudad Bolivar. Kolejna wycieczka to Canaima i najwyższy wodospad świata. Zobaczenie najwyższego wodospadu świat w porze suchej możliwe jest jedynie z samolotu. W porze deszczowej kiedy rzeki są pełne wody można popłynąć rzeka pod sam wodospad. Wyprawa trwa kilka dni. Ja natomiast miałem do wyboru wycieczkę. Z Ciudad Bolivar leci się małym samolotem, 6 miejscowa Cessną do Canaimy. Tam odbiera mnie przewodnik i przez kilka godzin oprowadza po okolicznych licznych wodospadach, od większych po mniejsze. Można przejść za wodospadem, za ściana wody Niesamowite przeżycie. Poza tym liczne mniejsze spady wody pozwalają na korzystanie takiego swoistego rodzaju jakuzzi. Można pływać w licznych naturalnych basenach, niektóre utworzone w szczelinach skalnych o głębokości nieraz 10 m ! Woda jest czysta ale ma specyficzny rubinowo brunatny kolor. Nie jest mętna!

Po obiedzie w lokalnym ośrodku następuje powrót poprzedzony lotem nad najwyższym wodospadem świata. Pogoda niepewna sporo chmur. Leci się tym samym malutkim samolotem. Sam lot to przeżycie same w sobie. Siedziałem koło pilota jak pasażer koło kierowcy samochodu. Przede mną zegary wskaźniki i drążek sterowania. Zresztą samolot chyba wielkości samochodu osobowego. Samolotem trzęsie nieraz podczas lotu. Lot do wodospadu przebiega wokół tepui czyli specyficznych gór o prawie pionowych ścianach i płaskich wierzchołkach. Niesamowite wrażenie kiedy samolot leci w dolinie mając po obu stronach pionowe skały. Po 15 minutach lotu ukazuje się Salto Angelo. Pokazuje nam go pilot, sam bym nie zauważył. W porze suchej to jedynie wąska struga wody, która w połowie zamienia się w mgiełkę. Ale to prawe kilometr! Mamy ogromne szczęście. Te chmury zwiastowały, że wodospad ukryje się za nimi i tyle go zobaczymy. Rozmawiałem wcześniej z ludzi, którzy nie mieli szczęści i ich lot ograniczył się do oglądania chmur. A tymczasem nasz wodospad jest doskonale widoczny. Ponad górą kłębią się granatowe chmury, ale wodospad i sama góra doskonale widoczna. Pilot wielokrotnie przelatuje obok wodospadu i nad nim samym. Wszyscy robią zdjęcia. Niesamowity widok. Sam lot trwa chyba ze 40 minut, po czym wraca się na lotnisko, gdzie następuje częściowo wymiana pasażerów. Dalszy już lot odbywa się do Ciudad Boliwar. Lot trwa 45 minut.

Salto Angel

 

To mój ostatni dzień w Ciudad Bolivar. Mam bilet na nocny autobus do Caracas. Kupuje sobie prowiant na drogę. Kupuje hamak mając nadzieję, że latem w moim ogrodzie będzie okazja go wypróbować.

To już ostatnia doba w Wenezueli. Nocny przejazd do Caracas przebiega bez przygód. W Caracas na dworcu autobusowym przeczekuję 2 godziny (zwiedzanie miasta z plecakiem i torbami wydaje mi się niebezpieczne, jem śniadanie, po czym biorę taksówkę na lotnisko i do domu....

Tak kończy się moja wycieczka do Wenezueli."

Mapa WenezueliZnajdź

Czy wiesz że?Wiki

Playa Punta Arenas

...znajduje się na najbardziej wysuniętej, zachodniej części wyspy. To nazwa plaży i wsi w jednym.

 (czytaj więcej)

S5 Box

Register

*
*
*
*
*
*

(*) niezbedne pola

Scroll Up