Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Dzień 3 - Kolejny dzień w Choroni

Playa Grande

 

Budzimy się wcześnie. W namiocie temperatura wyższa niż na zewnątrz, zero wiatru, a na zewnątrz 30 stopni. Zwijamy domek, rozkładamy prześcieradło plażowe i od szóstej rano opalamy się. Przydałoby się coś zjeść.

Piotr idzie do wioski po coś, co pozwoli nam tu pomieszkać. Przynosi jeden jogurt, chleb o smaku kokosa, kilka pomidorów, ogórka i cebulę. Minę ma nietęgą. Sklepy są podobno ze trzy. Zaopatrzenie w nich mogę sobie wyobrazić patrząc na zakupy. Butelka taniego rumu ratuje nieco sytuację, ale już widać, że nie uda nam się tu zamieszkać na dłużej. Nie martwimy się na zapas. Korzystamy ze słońca, kąpiemy się w cieplutkim morzu, łowimy ryby, zbieramy orzechy kokosowe i nasiąkamy klimatem.

Następnego popołudnia upieram się pójść z Piotrem do wioski i zobaczyć na własne oczy czy rzeczywiście w tych sklepach nic nie ma. Zostawiamy namiot na pustej plaży, zabieramy dokumenty, resztkę pieniędzy i idziemy spacerkiem na zakupy.

W jednym ze sklepów znajduję serek Philadelphia i pieczywo Wasa, do tego półtoralitrowa woda mineralna. Rachunek w przeliczeniu na złotówki po kursie bankowym; 50zł. Trochę mi się zrobiło słabo. Poza tymi frykasami, na półkach sklepowych leży jeszcze kilka gnijących warzyw, ze trzy owoce, czarne ze starości, chleb kokosowy – dla mnie niejadalny, masło i kilka gatunków rumu. Wybór trochę większy niż w Polsce w czasach komuny, gdy w sklepach był wyłącznie ocet... ale tylko trochę. Piotr znów kupuje empanadę i zapowiada mi, że będę musiała nauczyć się to jeść, mimo że tłuste. Empanady są wszędzie, sprzedają je na każdym rogu i kosztują 7BF za sztukę. Widać jeszcze nie byłam głodna, bo jakoś mnie nie przekonał.

muszla

 

Wracamy z zakupów, z daleka widać, że namiot stoi na swoim miejscu. Niestety, wkrótce okazuje się, że w jednej ze ścian ma wyciętą wielką dziurę, przez którą wywędrowały nasze plecaki. Nie wiem czemu, ale już mi się tylko chce śmiać. Siadam sobie, otwieram serek i chlebek, jem, popijając rumem i śmieję się. Spoglądam na sukienkę, którą mam na sobie, i którą mam nosić przez najbliższe dwa tygodnie. Dobrze, że taka bardziej lubiana. W namiocie została kosmetyczka, w niej ulubione perfumy. Głupi złodziej, nie poznał się. Ha!

Piotr postanawia poszukać plecaków i idzie po śladach do dżungli. Wraca objuczony i nie wiem dlaczego, ale jakoś tak już się pogodziłam z tym, że nic nie mamy, że czuję się troszkę jakby rozczarowana. Namiot został pozszywany prowizorycznie, może dlatego wieczorem gryzą nas meszki, postanawiamy więc, że jutro znajdziemy jakieś inne miejsce. Bez robactwa i bez złodziei. Decydujemy się na Chichirivichi, bo obojgu nam marzy się noc i poranek na bezludnej wyspie. Tak, żebyśmy mogli się poczuć jak Adam i Ewa, tylko my dwoje i dzika przyroda.

A Anioł Stróż słuchał i zapamiętywał...

Mapa WenezueliZnajdź

Czy wiesz że?Wiki

Budowa Margarity

...wyspa powstała z połączenia dwóch odmiennych wysp. Do dzisiaj można zaobserwować odmienny klimat i krajobraz półwyspów.

 (czytaj więcej)

S5 Box

Register

*
*
*
*
*
*

(*) niezbedne pola

Scroll Up