Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Dzień 5 - Burzowo

Playa Sombrero

 

Mimo nocnych przygód budzimy się bardzo wcześnie, Słońce wstaje przed szóstą i natychmiast w namiocie robi się sauna. Myjemy zęby w wodzie mineralnej, poranna kąpiel w oceanie, składamy namiot i wracamy do portu. Tam, przypomina nam się, że mamy w plecaku kilka obrazków papieża. Wenezuelczycy są bardzo religijni, uwielbiają Jana Pawła II, dlatego, przed wyjazdem, kupiliśmy na Allegro kilka zdjęć oprawionych w ramki i ozdobionych bursztynem. Miały być pamiątkami dla tubylców. W zaistniałej sytuacji postanawiamy spróbować je sprzedać.

Rozkładamy się na ławce w porcie. Ledwie kończymy pisanie sloganów reklamowych mających zachęcić do kupna tych wyjątkowych dzieł sztuki, podchodzi do nas dwóch młodzieńców z pytaniem; ''Where are you from?'' Już po chwili słyszymy rodzinny język; ''Polacy! Cześć! Poznaliśmy po papieżach.''

Skończył się handel, idziemy razem pochodzić po miasteczku i popytać o ceny noclegów. Ceny znośne, ale warunki, zgroza! Stwierdzamy, że jednak wolimy namiot.. Po drodze korzystamy z prysznica za całe 10bf od naszej dwójki, oraz dowiadujemy się, że jest jeszcze jedna mała, zapomniana plaża po drugiej stronie wioski. Poszukamy jej kiedyś, dziś płyniemy na wyspę. Robimy zakupy na trzy dni i siadamy na pomoście z wędką. Piotr dochodzi do wniosku, że jest już południe i w końcu zgodzą się zabrać nas na tę wyspę trochę taniej. Co któryś wypływa, proponuje nam kurs, targujemy się, ale wciąż jest drogo. Łowimy więc ryby i opalamy się. Koło czternastej komuś na wyspie zabrakło coli, łódka z zapasem już ma odpłynąć od brzegu, więc krzyczymy pytanie; „”na którą wyspę płyniesz?'' Nie ma to znaczenia, bo jest nam przecież wszystko jedno. Płynie na najbliższą i najtańszą. Godzi się zabrać nas za 20bf. Po minutowym rejsie stajemy na białym karaibskim piaseczku.

No bajka! Po dwóch, trzech godzinach tubylcy zwijają swoje leżaki, obsługa sprząta parasole i materace i wyspa pustoszeje. Zostajemy sami z przyrodą. Czysto, pięknie, gorąco. I piwo zimne jeszcze. I sok wyciskany z pomarańczy. I najlepsze banany jakie w życiu jadłam. I pyszny ser. I salami hiszpańskie ­ doskonałe. I oczywiście rum. Byliśmy wiele razy w hotelach kilku gwiazdkowych z wersją all inclusive, ale nie udaje nam się przypomnieć sobie, żebyśmy kiedykolwiek czuli się tak luksusowo. Kontrast to jednak najlepsza przyprawa. Zasypiamy przekonani, że zostaniemy tu dopóki starczy nam jedzenia. Anioł Stróż dochodzi najwyraźniej do wniosku, że tylko patrzeć jak zaczniemy narzekać na nudę i postanawia pozmieniać nam plany.

Budzimy się o świcie. Dziś sobota. Od samego rana na wyspę przypływają motorówki wypełnione po brzegi ludźmi i ogromnymi lodówkami pełnymi trunków. Około południa nie ma już kawałka wolnego piasku. Ten hałas słyszę do dziś. Dzwonki lodów Algida połączone z radosnym okrzykiem kilku lodziarzy, wrzeszczące dzieci, przekrzykujący się rodzice, sprzedawcy materacyków, odzieży, okularów, jedzenia, picia i nie wiem czego jeszcze, masażystki i warkot motorówek. Po godzinie mam szczerą chęć kogoś zamordować albo popełnić samobójstwo. Wchodzę do wody po szyję i trzymam się jak najdalej od brzegu. Gdy uświadamiam sobie, że jutro jest niedziela i będzie tak samo a może gorzej, z trudem odrzucam myśl o utopieniu się w tym krystalicznie czystym oceanie.

Po południu zaczyna trochę błyskać. Wieczorem błyska znacznie mocniej i trochę pada deszcz. Wyspa nareszcie pustoszeje. Rozbijamy namiot z dala od brzegu, bo nie wiadomo co będzie jak przyjdzie ulewa. Już wolę burzę od tego hałasu. Palimy ognisko, pieczemy kartofle, pijemy drinki i czekamy na noc. Okazuje się, że burza tropikalna w namiocie pozszywanym prowizorycznie jest dość ciekawym przeżyciem. Woda leje się zewsząd, pioruny uderzają tak blisko, że nabieram pewności, iż to ostatnia noc naszego życia, grzmoty zagłuszają myśli i zostaje tylko strach i modlitwa, żeby już wreszcie był koniec. Bardzo ładnie sprawdza się tam powiedzenie; ''po burzy zawsze świeci słońce.'' Rzeczywiście, ledwo przebrzmiewa echo ostatniego grzmotu, żółta kula pojawia się na niebie i oznajmia przyjście nowego dnia.

Pierwszą motorówką, która wyrzuca na brzeg kilkuosobową rodzinkę, zabieramy się do portu. Już wolę śmieciową plażę, niż te rozwrzeszczane tłumy. Idziemy na swoje miejsce i suszymy na wietrze śpiwory, materace, ubrania i resztki jedzenia. Piotr już wie, że to jest ten moment, w którym musi się poddać. Jutro będziemy szukać kwatery. Muszę złapać trochę oddechu i odpocząć od przygód. On zresztą też wygląda na takiego, któremu przydałoby się ciut cywilizacji. Niezbyt odporni z nas podróżnicy...

Mapa WenezueliZnajdź

Czy wiesz że?Wiki

Karaibscy Piraci

...to właśnie tutaj grasowali znani na cały świat łotrzykowie. Zwiedzając tutejsze fortece można wciąż usłyszeć huk armatnich wystrzałów.

 (czytaj więcej)

S5 Box

Register

*
*
*
*
*
*

(*) niezbedne pola

Scroll Up